Franciszka Balcerowicz
HISTORYCZNY ZARYS DZIAŁANIA TAJNEGO NAUCZANIA NA PODSTAWIE FRAGMENTÓW TYGODNIKA \"KUŹNICA\"
„Początkowo zasięg działalności Komisji Oświatowej obejmował całą okupacje niemiecką, później - po zorganizowaniu się delegatury Rządu Londyńskiego został ograniczony do terenu przedwojennego Kuratorium O.S.W.
W istocie rzeczy Komisja spełniała przez cały czas dla całej okupacji role parlamentu tajnego nauczania. Tu ustalały się wzory organizacyjne pracy, wskazówki dotyczące programu nauczenia, wychowania, tu wreszcie ustalały się wytyczne taktyki na terenie szkolnictwa w stosunku do zarządzeń i zamachów okupanta. Przez długi czas wszystkie zarządzenia i instrukcje w sprawie tajnego nauczania były bądź inicjowane przez Komisje, bądź przez nią aprobowane zanim szły w teren.
Szkolnictwo powszechne i zawodowe jakkolwiek okaleczone przez Niemców pod względem programowym i organizacyjnym na terenie nazwanym \"Generalną Gubernią\" mogły istnieć jawnie. W szkolnictwie powszechnym z zawodowym trzeba było uzupełniać braki rozmyślnie spowodowane przez władze okupacyjne.
Szkolnictwo średnie ogólnokształcące podobnie jak szkolnictwo wyższe zostało zamknięte przez okupanta w pierwszych miesiącach po zajęciu ziem polskich.
Nie leżało w planach niemieckich jego uruchamiać. W przewidywaniach niemieckich nie wchodziło w rachubę istnienie inteligencji polskiej. Inteligencję, którą zastali zamierzali wytępić. Stąd liczne aresztowania wśród niej, masowe morderstwa w obozach Oświęcimia, Majdanka, Treblinki i innych, masowe rozstrzelenie w Stolicy i na prowincji.
Część ludności polskiej, która miana pozostać przy życiu była przeznaczona do najcięższych robót, miało też jej wystarczyć wykształcenie na poziomie elementarnym i przeszkolenie zawodowe. Tylko odpowiadający tym zamierzeniom typ szkół był przez Niemców tolerowany.
Powstają w Stolicy i na prowincji samorzutnie tajne szkoły średnie ogólnokształcące prowadzone komplety w prywatnych mieszkaniach. Wktótce zostaje powołana do życia Komisja Oświatowa. Zaczynają się organizować i zostają uruchomione tajne komplety, w Stolicy i na prowincji w obrębie dawnego K.O.S.W. Tempo i zakres prac organizacyjnych tajnego nauczania jest w różnych miejscowościach różny - zależny od miejscowych warunków przede wszystkim od stopnia nasilenia terroru niemieckiego, stanu organizacji nauczycielskich, o zwłaszcza komórek Z.N.P. - ich zwartości organizacyjnej i poziomu ideowego.
Najgorzej rzecz przedstawiała się na ziemiach polskich wcielonych do Reichu.
Tu bowiem nauczycielstwo polskie bezwzględnie tępiono, wysyłano je masowo do obozów. Tu nie me żadnych jawnych szkół polskich, wiec nawet szkół powszechnych i zawodowych, które w Generalnej Guberni ułatwiały organizacje tajnego nauczania.
Najszybciej i najpełniej rozwija się tajne nauczanie w Stolicy i najbliższej okolicy\".
Ilustruję moją pracę w tajnym nauczaniu w zarysie swych wspomnień.
W listopadzie 1939 roku uruchomiono naukę w szkole nr 1 im. Władysława Reymonta w Otwocku. W 1940 roku po zorganizowaniu z trudem nauki w szkole otrzymałem klasę III-cią.
Nie chcąc posługiwać się (w miarę możności) oficjalnym wydawanym przez Niemców pismem \"Ster\" i \"Mały Ster\" (dla klas młodszych) udawało mi się różnymi drogami uzupełniać wiadomości i nauczać. Bardzo wiele zawdzięczam nieżyjącemu dziś księgarzowi p. Józefowi Oleckiemu, który posiadał małą księgarenkę na Nowym Świecie w okolicach Świętokrzyskiej (dokładnie nie pamiętam numeru, ale to był nr 60 – 66).
Dzięki Niemu otrzymywałam \"Płomyczek\" i nieraz potrzebne podręczniki języka polskiego, bowiem tego przedmiotu uczyłem i bardzo leżał mi na sercu.
Pewnego razu przyjechał na wizytację (ówcześnie Otwock wchodził w skład powiatu warszawskiego) wraz z polskim inspektorem p. Wiatrem - niemiecki nadinspektor t.zw. „Schultat”\'. Łącznie z Kierownikiem Szkoły p. Leonem Scheibletem przyszli do mej kiesy na wizytację języka polskiego. Tego dnia klasa otrzymała nowy numer „Płomyczka”. Na pierwszej wewnętrznej stronie był wierz pt. „Śląsk” z odpowiednimi ilustracjami. Wizytujący weszli do klasy w momencie - kiedy po obejrzeniu ilustracji - zaczęłam omawiać treść. Prowadziłem lekcję normalnie. Zauważyłam tylko, że „Komisja” jest bardzo poruszona. Skończyłam lekcję. I burza. Wezwano mnie do gabinetu Kierownika i tam usłyszałam ostre uwagi i groźby. Ledwie wybronił mnie mój kierownik p. Leon Scheiblet przed represjami, jakie mi groziły (zwolnienie i deportacja). Polecono \"Płomyczka\" nie stosować, wiersz zakleić wraz z rycinami. Na godzinie lekcyjnej tzw. \"prac ręcznych\" wiersz i ilustracje zakleiliśmy glansowanym papierem, ale z \"Płomyczka\" ostrożnie - korzystałem.
Po pewnym czasie dowiedziałam się, że p. inspektor Wiatr (chyba imię Wilhelm, nie jestem pewien) został wyrokiem Sądu Podziemia A.K. zastrzelony w swoim mieszkaniu, bowiem miał na swym sumieniu wiele spraw antypolskich.
Trudno jest dziś odtworzyć dzieje każdego dnia tygodnie, miesiąca i przedstawić dokładnie. Ale pozostała mi w pamięci bohaterska postawa dzieci, kiedy z narażeniem siebie szły z polskimi książkami (nieraz bez) pojedynczo do mojego prywatnego mieszkania przy ul. Leśnej 8. Zaznaczam, że nie opuszczały zajęć lekcyjnych ha godzinach tajnego nauczania, którego byłam członkiem powołanym przez p. Wacława Brzezińskiego, kierownika szkoły nr 3 w Otwocku - przewodniczącego T.O.N. (Tajnej Organizacji Nauczycielskiej) i łącznikiem tajnego nauczania na m. Otwock. Prowadziłem komplety języka polskiego, historii i geografii w latach 1940 – 1944 (załączam odpis \"Oświadczenia\").
W przedpokoju znajdowała się dobrze zamaskowana skrytka i w razie niebezpieczeństwa można było skryć podręczniki.
Niezależnie przed domem czuwali harcerze (1-2-3 osoby), których obowiązkiem było przestrzec przed niebezpieczeństwem. Tek się złożyło, że po przeciwnej stronie mego domu, na skrzyżowaniu ulic: Leśnej, Mickiewicza, Żeromskiego stacjonował duży niemiecki
„park samochodowy” strzeżony przez wartę żołnierzy Wermachtu. Dzieci i młodzież bardzo chętnie brała udział w pracy społecznej w latach okupacji. (Tuż po wojnie) zorganizowałam wraz z chętnymi uczniami klasy VII - w której uczyłam języka polskiego - \"bufet\". Dochód pieniężny i dary jak żywność, bielizna (ofiarowana przez rodziców lub zakupiona) przeznaczony był dla chorych i rannych żołnierzy w Szpitalu Ujazdowskim (1939-1940 rok) a także w wyznaczonych 2-ch salach w szpitalach w Otwocku (rok1944).
Byłam także opiekunką podziemną (niedużej) drużyny harcerskiej. Głównym komendantem byłe p. Halina Parnowska.
Młodzież z wielkim zaufaniem opowiadała mi o zbiórkach w lesie poza Otwockiem, a chłopcy z mej klasy zwracali się z prośbą o zwolnienie z zajęć 2-3 godzin (bo „ktoś dziś będzie”, albo „coś robimy”.
Trudno byłoby nie nadmienić głosów prasy nauczycielskiej o \"tamtych dniach\", o wielkich zasługach nauczyciela polskiego, który uczył dzieci i młodzież w trudnych niebezpiecznych warunkach z narażeniem własnego życia.
Oto co mówi prezes Zarządu Głównego - Bolesław Grześ w dn. 30.X.l975 r.: „Należycie do tego pokolenia nauczycieli - wychowawców, któremu przyszło pracować w warunkach wymagających męstwa, odwagi, samozaparcia. Pokolenia, którego nie oszczędziła wojna. Wielu przypłaciło tę odwagę życiem, wielu ma ze sobą obozy koncentracyjne, wiezienia, koszmarne przesłuchania. Przypadło wam również trudne dzieło odbudowy polskiej szkoły po wojnie, dźwigania jej ze zniszczeń.
Zostawiliście trwały ślad swojej przebogatej działalności w minionym trzydziestoleciu. Za to wszystko należy się Wam - żołnierzom walki podziemnej najwyższy szacunek i uznanie. Wasze dzieło podjęły nowe pokolenie nauczycieli”.
A dalej \"Głos Nauczycielski\" z dnia 9.XI.1975 r. w artykule \"Żołnierze podziemnego frontu oświatowego\". Wyjątki z uroczystego spotkania z 50 nauczycielami w dniu 30.X.l975 r.
\"Członkowie walczącego Podziemia, Żołnierze Oświatowego Frontu, Nauczyciele - Kombatanci. Pokolenie Polaków, któremu przyszło żyć i pracować w czasach bodajże najtrudniejszych, w mrocznych latach okupacji hitlerowskiej i w dniach odbudowy zniszczonego kraju\".
Jestem szczęśliwa, że jestem jedną z tych, którzy pracowali dla Polski i także często ginęli.
Kam 55 lat pracy nauczycielskiej. Cieszę się, że nie zmarnowałam życie. _j_
W okresie pracy nauczycielskiej (lata 1945-1960) pełniłam funkcję sekreterze Oddziału Z.N.P. (1945-1952), następnie w okresie 1952-1960 byłem skarbniczką Zakładowej Organizacji Związkowej Z.N.P.
Brałam takie czynny udział w zwalczaniu analfabetyzmu pracując na kursach wieczorowych. Pracowałem w szkole dla dorosłych ucząc geografii i historii od klas V, o także w Szkole Milicyjnej w Śródborowie ucząc na wieczorowych kursach dwa razy w tygodniu języka polskiego i historii.
W lipcu 1960 roku zamieszkałam w Warszawie. Otrzymałam nominacje do Szkoły Podstawowej nr 190 przy ul. Krasnołęckiej (Dolny Mokotów). Pracowałem na pół etatu ucząc j. rosyjskiego. Następnie po roku pracy wraz z kierownikiem szkoły ob. Stanisławem Pondo i gronem nauczycieli „przeszłam” do nowo zbudowanej Szkoły Tysiąclecia nr 113 im. Lucjana Szenwalda przy ul. Chełmskiej 27. W szkole tej pracowałem do 1972/73 roku przechodząc w stan spoczynku.
Motto Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego nie przypadkiem znalazło się na pierwszej stronie
mych wspomnień. Chciałabym i mój ślad na drodze pracy ocalić od zapomnienia. Jednakże czas zatarł ślady. Odeszli ludzie, z którymi współpracowałam w ciężkich latach hitlerowskiej okupacji. Wspomnienie rzucone na papier są tylko małą cząsteczką okrutnych, bezlitosnych i dramatycznych chwil tamtych dni.
Jak tylko mogłam, tek służyłam słusznej sprawie o wolność i oświatę w latach zacofania, terroru o potem odbudowie państwowości polskiej po zniszczeniach wojennych.
Za mój skromny wkład na tym polu zostałam odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi (1958), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1967), Odznaką Kim-Ir-Sena ze uczenie dzieci koreańskich które były w naszej szkole, kiedy kraj ich walczył o wyzwolenie narodowe.
Czytaj także:
Franciszka Balcerowicz - wspomnienia...