Franciszka Balcerowicz
Pseudonim „Maria”
WSPOMNIENIA Z PRACY W RUCHU OPORU A.K.
LATA OKUPACJI W OWOCKU
„Jesteśmy w pół drogi. Droga pędzi
z nami bez wytchnienia. Chciałbym
i mój ślad na drogach ocalić od
zapomnienia”
Konstanty Ildefons Gałczyński
Pieśń X
55 lat pracy nauczycielskiej to wiele wspomnień.
Jako weteranka pracy nauczycielskiej przenoszę się w okres wspomnień - odtwarzanie czasu minionego.
Zaczęłam pracę jako nauczycielka w dwuklasowej, a potem w trzyklasowej szkole w lutym 1917 roku.
Był to okres I wojny światowej i odzyskania Niepodległości Polski w 1918 roku.
W
tym czasie wiele serca i trudu należało włożyć - by nie tylko uczyć
zaniedbaną młodzież, ale i nieuświadomione starsze pokolenie. Różnymi
drogami osiągałam cel.
Pracowałam po zajęciach szkolnych w
świetlicy, organizowałam kursy wieczorowe, reżyserowałam przedstawienia
teatralne, wieczorynki z tańcami - aby zainteresować młodzież i ich
rodziców i wciągnąć do pracy społecznej w zależności od ówczesnych
stosunków polityczno - społecznych Polski międzywojennej.
Pracowałam
w różnych organizacjach polityczno-społecznych. Po ukończeniu w 1934
roku Kursu Komendantek Związku Strzeleckiego (w Gdyni) na zlecenie i
skierowanie Inspektoratu Szkolnego (w Sochaczewie) - prowadziłam
świetlicę miejscowego Oddziału Związku Strzeleckiego. Byłam sekretarzem
Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet w Kampinosie -odległym 4 km. od Łaz.
Przez
wszystkie lata (do 1939 roku) pełniłam funkcję sekretarza Dozoru
Szkolnego gm. Łazy i byłam członkiem (z wyboru) Powiatowej Komisji
Oświatowej w Sochaczewie.
Również brałam czynny udział w życiu Z.N.P. Kampinos-Łazy lub Chodaków-Łazy. Pełniłam funkcję sekretarza.
W
organizacjach młodzieżowych dzielnie pracowała młodzież wspierana przez
starsze społeczeństwo. Wiele pomagała w pracy dla młodzieży nieżyjąca
już Elżbieta Karnkowska, prezes Dozoru Szkolnego Gm. Łazy. W tej pracy
pełnej zapału i oddania się słusznej sprawie - upłynęła mi młodość.
Wrzesień 1939 roku.
Losy
osobiste rzuciły mnie na teren Otwocka, gdzie już w listopadzie
zaczęłam pracę w VII kl. Szkole Podstawowej nr.1 im.Władysława
Reymonta, później szkoła TPD nr.1 w Otwocku. Oficjalne przeniesienie
(urzędowe pismo) otrzymałam w styczniu 1940 r. Tu zaczyna się II-gi
etap mojego życia.
W kwietniu 1941 roku zostaję zaprzysiężona przez
„Damazego” – sekretarza folwarku \\\"Fromczyn\\\" - IV Rejonu VII Obwodu
\\\"Obroża\\\" Armii Krajowej. Otrzymałam pseudonim „Maria”.
Jako
członek Armii Krajowej otrzymuję funkcję kolporterki i łączniczki oraz
rozkaz aby każdego tygodnia przywozić prasę konspiracyjną, nieraz także
pocztę z Falenicy.
Prócz „Biuletynu Informacyjnego” (tych
egzemplarzy najwięcej), przekazywano jeszcze kilka tytułów. Pocztę
przekazywałam \\\"Stanisławowi\\\" - zastępcy dowódcy.
Prasę w swoim
mieszkaniu przy ul. Leśnej 8 przygotowywałam wg otrzymanego
rozdzielnika, pakowałam w paczki i doręczałam komu należy wraz z
korespondencją - roznosząc sama adresatom lub przekazywałam
zgłaszającym się po odbiór - najczęściej podchorążym (słuchaczom
podchorążówki Armii Krajowej).
Z biegiem czasu powiększono ilość
odbiorców - w skład których wchodził mały oddział leśnej partyzantki
stacjonujący w lasach celestynowskich. W związku z tym powiększono
ilość prasy. Przydzielono mi przez O.S. (Oddział Specjalny) 2-ch
młodych chłopców, którzy byli ochroną i pomocą podczas przewozu (ja -
koszyczek, dyżurny –walizkę). Obaj żyją: Zdzisław Lipczyński, pseudonim
„Kier” mieszka w Otwocku, a Jan Kreusch, pseudonim \\\"Len\\\" zamieszkuje
w Warszawie. Nieraz wypadało przywozić prasę aż z Pruszkowa lub
Piastowa.
Długo i szczęśliwie udawała nam się praca. Ale
pewnego dnia (po zamachu na pociąg w Celestynowie) obstawiono dworzec
kolejowy w Otwocku. Na stacji i przy wszystkich wyjściach „urzędowało”
Gestapo, żandarmeria z Rembertowa i kryminalna policje (cywile). Przy
jednym z bocznych wyjść z dworca stał oficer Gestapo - Schlicht,
miejscowy szef, satrapa, pan i władca m. Otwocka. Pełna strachu i lęku
- nie okazując tego - przeszłam spokojnie wraz z „bagażem”. \\\"Leniowi\\\"
też udało się wydostać z dworca. Po przejściu \\\"Rubikonu\\\" -
uspokoiliśmy się w moim mieszkaniu. Drugi przypadek niepokoju przeżyłam
w Otwocku na ul. Kościelnej. Objuczona prasą (szłam sama) spostrzegłam,
że w pustym miejscu - tuż od ul. Kościuszki - idzie naprzeciw młody
oficer SS. Podchodzi do mnie i prosi o wskazanie drogi do dworca.
Czułam, że krew zbiega gdzieś, ale spokojnie określam mu drogę i
kierunek. SS-man uprzejmie dziękuje, a ja - ochłonąwszy - dość szybko
znalazłam się w domu. Ja i \\\"bibuła\\\" byłyśmy ocalane.
Mieszkanie
moje nie tylko służyło jako punkt rozdzielczy prasy codziennej, ale
także było terenem zebrań członków Walki Cywilnej (nieraz kilkanaście
osób z K.O.B. - Kadry Obywatelskiej) oraz bazą noclegową dla 5 ludzi z
O.S. - Oddziału Specjalnego, podległego dowódcy kpt.”Łysemu”.
Brać
O.S. korzystała z mniejszego pokoju (skład mieszkania: dwa pokoje z
kuchnią). Do dyspozycji była otomana i łóżko. Uzbrojeni byli w
\\\"Steny\\\", a w walizkach - różna broń, amunicja i granaty, Najczęściej
nocowali przed wykonaniem wyroku Sądu w imieniu Rzeczypospolitej, z
wiarą, że wypad z mego domu będzie szczęśliwy. Tak mawiał kpt. \\\"Łysy\\\".
Często
musiałam nocować poza domem. Miałam przygotowaną tzw. „melinę” - pokoik
do swej dyspozycji u SS Felicjanek w Otwocku, ul. Warszawska 5. Siostry
prowadziły Dom Dziecka, z którego dzieci uczęszczały do naszej szkoły,
a wiele do mojej III a później IV klasy. Te dzieci były przyprowadzane,
a po lekcjach zabierane przez jedną z sióstr - byłą nauczycielkę,
wychowankę Państwowego Seminarium Nauczycielskiego im. Orzeszkowej w
Warszawie. Niezależnie od tego przychodziłam trzy razy w tygodniu do
grupy młodszych dzieci (II klasa), ponieważ były to dzieci żydowskie,
które siostry chroniły w swoim Domu. Pracowałam bezinteresownie,
korzystając tylko z pokoiku.
Dawałam także schronienie t.zw.
„spalonej” młodzieży. Konkretnie 2-3 osoby. Jeden z nich, to Ryszard
Paś, dziś zajmujący kierownicze stanowisko w Centralnym Instytucie
Dokumentacji Naukowej Technicznej i Ekonomicznej. Drugi, to Jerzy
Korczak - powieściopisarz zamieszkały w Poznaniu (nie utrzymuję
kontaktu).
Wracając pamięcią do pracy konspiracyjnej, miałam bardzo przykry przypadek w Warszawie.
Otrzymałam
rozkaz dostarczenia bardzo ważnej poczty na ul. Skorupki nr. chyba 4.
Podano mi hasło i odzew. Przydzielono mi pilota - łączniczkę
\\\"Barbarę\\\", Szczęśliwie dotarłyśmy na III piętro wg. podanego adresu.
Pukam - cisza, Uparcie chciałam się tam dostać, by przekazać
\\\"papierki\\\", ale po dobijaniu się (wg. zlecenia na hasło) otworzono
mi, ale nikt nie odpowiada odzewem, obrzucając mnie bardzo zdziwionym
spojrzeniem i zatrzaskując przede mną drzwi. Najpierw byłyśmy
przerażone tym incydentem. Po odzyskaniu spokoju - oglądając się na
siebie przez całą ulicę Skorupki. Szczęśliwie wróciłyśmy do Owocka,
zwracając pocztę komu należy. Jak okazało się, ktoś pomylił adres. Ot,
„szczęście w nieszczęściu” - jak powiadają.
Drugi przypadek -
to rozkaz przekazania niewielkiej paczki naboi - może 4 - 5 kg.
Polecono mi jechać kolejką wąskotorową do stacji Grochów, tam wysiąść i
czekać na odbiorcę. Był to
Sylwester 1942 roku. Długo czekałam -
około 4 godzin. Zmarzłam, bo dzień był bardzo mroźny. Schronienia
żadnego. Rozgrzewałam się spacerując po niewielkim odcinku. Nareszcie
zgłosił się odbiorca.
Po wymianie hasła i odzewu - oddałam paczkę.
Żołnierz podziemia tłumaczył się łapanką w okolicy i niemożnością
dostania się na oznaczoną porę po odbiór. Ten wypad przypłaciłam
zapaleniem opłucnej. Po 2 tygodniach wróciłam do normalnej pracy.
Pracy konspiracyjnej w koszmarnych latach okupacji przyświecało mi gorące pragnienie wolności.
Tak minęły lata okupacji. Każdy dzień był pełen niepewności i niebezpieczeństwa.
Wybuch
Powstania Warszawskiego i wyparcie Niemców z terenu Otwocka przez
wojska Frontu Białoruskiego pod dowództwem gen. Konstantego
Rokossowskiego przybliżało oswobodzenie Warszawy i boleśnie przeżywano
tu każdy dzień nierównej walki z Niemcami. W okresie Powstania
powielano pismo \\\"Brzask\\\". Materiały potrzebne znajdowały się u mnie.
W Otwocku, w miarę możliwości przystąpiono do zorganizowania normalnego życia. .
Już
2 sierpnia 1944 r. powołano Obywatelski Komitet m. Otwocka i wydano
odezwę do obywateli miasta Otwocka, nawołując do zgodnej pracy nad
odbudową życia społeczno-gospodarczego w Otwocku. Powołany Komitet
przystąpił do pracy z pełnym poświęceniem. Przede wszystkim zaczęto
organizować szkolnictwo. Utworzono Kuratorium (tymczasowe) z siedzibą w
Otwocku przy ul. Matejki. Kuratorium obejmowało wyzwolone tereny.
Funkcję Kuratora powierzono ob. Leonowi Scheibletowi, kier. Szkoły
Nr.1. Po zorganizowaniu pracy w Szkole Nr.1 wróciłam z radością do
pracy pedagogicznej w wolnej Polsce. W międzyczasie ob. Leon Scheiblet
zaangażował mnie do pracy w Kuratorium. Nad ładem ze strony radzieckiej
czuwał płk. Kuroczko. Prócz tego w mieście osiadł oficer armii
radzieckiej – jako gospodarz miasta (nazwiska nie pamiętam). W Szkole
Podstawowej Nr.1 w Otwocku pracowałam do wakacji 1960 roku.
Czytaj także:
Tajne nauczanie w Otwocku